Nóż ostrym musi być
Mam od dzieciństwa (które było jeszcze za epoki poprzedniego systemu słusznie już minionego) inklinacje do metalu. Znaczy tak do muzyki, jak i do obiektów ze stali. Narzędzi, bibelotów, broni białej, a w szczególności - do noży.
Jest coś głęboko wręcz metafizycznego w narzędziu, którego celem jest rozdzielanie całości. Nóż jest połączeniem pracy przyrody oraz myśli i działania człowieka. Niby można to powiedzieć o każdym narzędziu, ale wypowiedzenie tego w kontekście noży "leży mi jakoś bardziej".
Od lat jestem głęboko przekonany, że nóż czy w ogóle - ostrze, każdy powinien mieć zawsze ze sobą. Przypadki z życia codziennego, kiedy kawałek ostrej krawędzi tnącej staje się użyteczny, utwierdzają mnie w tym przekonaniu.
Począwszy na otwieraniu wszelkiej maści opakowań mniej lub bardziej topornie zaprojektowanych tak, by nie dawało się ich łatwo otworzyć, a po otworzeniu mimo wszystko - by nie dawało się ich zamknąć (to na boku)), a skończywszy na pracach obozowych, biwakowych, samochodowych czy porządkowych.
By jednak nóż spełniał swe zadanie - cięcia - ostrym musi być. Przypadłością niejako wpisaną w nóż jest tępienie się. Wówczas nóż trzeba naostrzyć. Tępy nóż jest zaprzeczeniem powodu swojego istnienia. A to dla mnie niedopuszczalne. I tu dochodzę do sedna, czyli jak to zrobić, by nóż uczynić na powrót ostrym.
Zawsze swoje noże ostrzę do poziomu, który jest niebezpieczny dla nieuważnego użytkownika. Poziomu, który swobodnie pozwala się nim ogolić. Ilekroć ostrzyłem nóż komuś, zawsze dając gotowy produkt uprzedzałem, że to ostra rzecz i żeby uważać. Za pierwszym razem zawsze właściciel zawsze kiwał lekceważąco głową. Po czym następnego dnia pojawiał się z plastrem na palcu albo wnętrzu dłoni. Albo przedramieniu, bo opcję golenia sprawdzał.
Lata całe używałem do tego systemowych ostrzałek, ze szczególnym upodobaniem do osełek firmy Lansky. Nie ze względu na ich jakieś szczególnie właściwości kamieni. Po prostu zachwyciła mnie prostota i praktyczność oferowanego przez nich rozwiązania. Skręcany chwytak, prowadnice, kamienie, a do tego poręczny uchwyt pozwalający mocować to wszystko do dowolnego stołu, rządziły do niedawna niepodzielnie.
Jasne, nie zawsze były okoliczności pozwalające rozłożyć się z całym tym majdanem i na spokojnie doprowadzić ostrze do poziomu "brzytwa". Czasem musiała wystarczyć osełka albo iglak diamentowy. Nic to niebywałego czy niezwykłego. Szczególnie w sytuacji niezaplanowanej.
System zapewnia zawsze jednolity efekt i powtarzalne efekty końcowe. Tym niemniej z ciekawością obserwowałem, że dokonując szybkiej korekty płaskim diamentowym iglakiem osiągałem porównywalne efekty. Jasne, ciut mniej równe, bo w końcu ręka drżącą kończyną jest, ale na tyle minimalne, że z czystej ciekawości zacząłem się ogarniać w temacie ostrzenia ręcznego na kamieniach.
Po kilku latach prób i tentegowania w głowie, oraz trafieniu na ciekawą polecajkę od Piotrka z kanału Pyza made in Poland odnośnie ciekawej inwestycji pozwalającej połączyć świetne efekty z minimalizacją ilości fantów koniecznych do osiągnięcia tychże świetnych efektów. Konkretnie na osełkę diamentową SHARPAL 156N i skórzany blok do stropowania tej samej firmy (o kodowym oznaczeniu 204N).
Do znalezienia bez problemu na portalu "aukcyjnym" łysego pana nieposiadającego szerszeni czy tam innego tałatajstwa bzycząco-kłującego. Tego portalu, którego pracownicy przyjechali onegdaj do polski przed wejściem na nasz rynek usług, by dziennikarzom technologicznym wytłumaczyć czym są aukcje internetowe. Nieświadomi (pracownicy, nie dziennikarze), że allegro działa u nas od dawna.
Efekt? Hm... Pierwszy raz, od nie pamiętam kiedy, zaciąłem się własnym nożem. Nie przewidziałem, że jest aż tak ostry. Drugi raz tej nieuwagi nie popełnię. I to niech starczy za dostateczną rekomendację.
Dodam tylko jeszcze, jako posłowie, by nie zawracać sobie gitary "kamieniami diamentowymi" "marek" z Chin dostępnych na allegro. W zasadzie wszystko co jest poniżej 200 zł to jakaś folia z pyłem diamentowym naklejona na płytkę stalową. Jedno mocniejsze przyciśnięcie ostrzonego noża i folia zaczyna się zdzierać. Nie warto, szkoda nerwów i pieniędzy.