Siemiwidzi

Tradycyjnie już - na początek zacznę od końca

Swoje przygody z blogowaniem zaczynałem i kończyłem już trzy razy. Za każdym z nich, pisałem niczym skrybolik1 na więcej niż jeden blog na raz. Za pierwszym rzutem - dwa blogi. Za drugim rzutem - dwa blogi. Za trzecim rzutem - cztery blogi.

I trzy razy w końcu rzucałem to wszystko w cholerę.

Dlaczego? Nikt nie pyta, więc odpowiem i tak. Bo niemal nikt tego nie czytał. Już wtedy (a trzeci rzut skończył się dziesięć lat temu) internauci mieli swego rodzaju uraz do długich tekstów. I kiedy teraz piszę długich, to mam na myśli naprawdę długie epistoły. W zasadzie - mikropowieści.

Podejrzewam, że widząc ścianę tekstu, z mnóstwem dygresji, opisów, grafik, odniesień do menażerii bytów świata opowieści wszelkich form2, a nade wszystko słownictwo, które nieco wykraczało poza uzus, potencjalni odbiorcy machali ręką i zamykali okno czy tam - zakładkę.

I za każdym razem następował u mnie bunt - skoro nikt tego nie czyta, to po cholerę ja się produkuję?

Niby wtedy człowiek był już dawno po trzecim krzyżyku, niby przeżył wiele, niby się dokształcał z głowologii i innych mądrologizmów, a mimo wszystko szukał walidacji u innych. Dzisiaj mam podejrzenie graniczące z pewnością, że w tym powinienem upatrywać przyczyn trójkrotnego mówienia - "dość!" w temacie pisania.

Co się zmienia, kiedy zaczynam to robić po raz czwarty? Tym razem, robię to dla siebie. Tylko i wyłącznie. Piszę co chcę, jak chcę, nie wchodzę w polemikę, mam gdzieś czy się ze mną zgadzasz, czy nie - bo robię to dla siebie. Mnie się ma podobać, mi ma dostarczyć satysfakcji i oczyścić łeb z nawarstwionych myśli i skojarzeń.

Gdzieś na HackerNews był krótki link o tym, dlaczego warto blogować, nawet kiedy nikt inny tego nie czyta. Konkluzja? Piszesz, a więc porządkujesz myśli i polepszasz warsztat. Dobrze.

A zatem - skoro, już zaczynam po raz czwarty, to tradycyjnie zacznę od końca - dzięki za przybycie i przeczytanie. To wszystko, nic więcej nie będzie. Ale to co będzie, nim nic nie będzie, to wszystko co mogę na dany moment. Bierz albo nie, twoja sprawa.

Idź w pokoju! Albo w kuchni - z czym Ci bardziej po drodze.

Smoczysław

  1. Jeśli alhokolik to ktoś mający fundamentalny problem ze sobą, szukający zatracenia siebie w alkoholu, to na tej samej zasadzie skryboholik jest kimś mającym siebie dość tak bardzo, że pisze i kaligrafuje tudzież bazgroli, byle tylko odciąć się od siebie. Nie ma pewnie takich, ale z drugiej strony - co ja tam wiem? Ludzie potrafią się zatracić w tak dziwnych rzeczach, że zwykły akt pisania nie wydaje się aż tak nieprawdopodobny. Inna rzecz, że o ile mi wiadomo, raczej dominującym poglądem w probabilistyce naukowej jest, że jeśli coś jest możliwe, choćby z infinityzemalnie małym prawdopodobieństwem, to przy odpowiedniej ilości prób staje się pewne. A skoro tak... ¯_(°︿°)_/¯

  2. Myśl co chcesz, ale cała sztuka to opowieści. Każda piosenka, każdy obraz, każdy rysunek, każda animacja, każda książka, każdy komiks, każdy film itd. itp. itt. to opowieści. Czasem bardzo proste, czasem skomplikowane, czasem banalne, czasem radosne, czasem depresyjne. Ale to wszystko to opowieści. Terry Pratchett (GNU Terry Pratchett!) raczył w którejś z części "Nauki Świata Dysku" napisać, że ludzie to homo narrativus, małpy opowiadające historie. Całym sercem i całym umysłem się z tym zgadzam.

#blog #koniec #początek #post #przemyślenia